niedziela, 12 października 2014
Rozdział 5.
Zostałam bezczelnie obudzona przez słońce wdzierające się do mojego pokoju. Powoli podniosłam powieki odsłąniając moje oczy ale zaraz je znów zamknełam przez to że słońce mnie tak raziło. Za chwilę znowu podniołam swoje powieki i od razu poszłam zasłonić rolety które tak strasznie nie pozwalały mi spać.
Później już nie chciało mi się spać więc poszłam na dół. Najpierw poszłam do salonu i spojrzałąm na zegarek wiszący na ścianie który wskazywał godzinę 09:30. Może dla niektórych to wcześnie ale jak na mnie to jest późno i to chyba zasługa tego mega wygodnego łóżka.
Gdy weszłam do kuchni w oczy od razu zucił mi się Harry który stał przy kuchence i coś gotował tylko nie byłam pewna co. Wygladał bardzo seksownie i to musiałam przyznać-zwykłe dresy, które luźno zwisały mu na biodrach, i tors bez koszulki na którym można było zobaczyć liczne tatuaże.
To chyba dlatego zawsze nosi coś z dlugimi rękawami.
Najbardziej ciekawiło mnie to czy każdy z nich ma znaczenie a jak tak to jakie, bo na pewno każdy z nich miał swoją historię. Dopiero teraz usłyszałam jak nuci pod nosem cicho puszczaną piosenkę w radio. uśmiechnełam się na ten widok, bo chociarz że jest wysoko cenionym biznesmenem to potrafi być zwyczajny- i taki jest chyba najlepszy.
-O! Już wstałaś?- Spytał kiedy tylko się odwrucił i mnie zobaczył po czym się do mnie uśmiechnął.
No jasne idiotko że do ciebie, bo tylko ty tu jesteś!-Czasem naprawdę mam dość tego głosiku.
-Tak, jakiś czas temu.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą i podeszłam do wyspy kuchennej żeby przy niej usiąść.
-No okej, zaraz będzie śniadanie.- Odpowiedział po czym znowu odwrócił się do mnie tyłem a ja mogłam podziwiać jego umięśnione plecy.
-Co jest na to śniadanie panie kucharzu?- Spytałam ze śmeichem.
-Naleśniki, wiem nic oryginalnego ale Tess'a się rozchorowała i...
-Jaka Tess's?- Przerwałam mu w połowie zdania ale co miałam zrobić kiedy nie wiedziałam kim jest ta kobieta?
-To moja kucharka...-Znowu mu przerwałam ale nie mogłam się powstrzymać.
-To ty masz kucharkę?!
-No tak...... A co nie spodziewałaś się?- Zapytał a po chwili usłyszałam jego śmiech
Tak jasne śmiej się ze mnie....
-Nie no, ale po co ci ? Sam mi się chwaliłeś że swietnie gotujesz.- Powiedziałam troszkę speczona.
-Wiem ale jak rano zaśpię i potrzebuje czegoś na szybko a sam nie mam czasu żeby sobie zrobić to Tessa mi robi, a poza tym mogę się jej poradzić w każdej sprawie jest swietna.
-To czemu się z nią nie umówisz?- Spytałamłam a on wybuchął śmiechem.-Co jest w tym takie smieszne?
-Nie no przepraszam...hahahha... ale jakbym chciał to ona mogłąby być moją babcią Sam.- Powiedział nie przestając się śmiać a ja poczułam jak moje poliki robią się gorące.
-Sorki. Nie wiedziałam.
-Ej nic się nie stało, już jedz i pojedziesz ze mną do pracy.
-Po co mam iść z tobą do parcy?
-Muszę tam na chwilę podjechać, a chyba nie chcesz zostać sama w domu?
-No ok.
Gdy tylko zdjadłąm to podziękowałam i jak najszybciej pobiegłam do mojego pokoju.
I właśnie teraz kiedy stoje przed szafą i mam taki sam dylemat jak każda dzieczyna "Co mam założyć''.
Po długim czasie zastanawiania się wziełam potrzebne ubrania i poszłam do łazienki się przebrać i umalować.
Gdy byłam gotowa, zeszłam na dół gdzie na kanapie siedział Harry.
-Już jestem.- Jakimś cudem wydusiłam to z siebie ale nie mogłam się wysłowić! On za taki wygląd powinien iść do więzienia.
-O to dobrze to jak idziemy?-Spytał wstając z kanapy i podchodząc do mnie.
-Tak jasne możemy iść.
Tak jak odpowiedziałam tak zrobilismy. Poszliśmy do garażu a tam stało pełno aut- od eleganckich po zwykłe a'la rodzinne. Harry podszedł do auta, z tego co zobaczyłam to jest to audi, chyba jedyne auto jakiego markę potrafię rozpoznać.
-Wsiadzasz czy idziesz na piechotę?- Harry zapytał mnie rozbawionym głosem a ja dopiero teraz ocknełam się z rozmysleń.
-Yyym, tak jasne.- Nic już więcej nie powiedziałam tylko wsiadłam do auta, zapiełam pasy i czekałam aż Harry ruszy.
-Ostatnio ciągle o czymś myslisz.-Harry przerwał ciszę panującą w aucie-Mam nadzieję że mnie nie zabijasz?-Spytał z smiechem.
-No nie wiem, to bardzo dobry pomysł- Odpowiedziałam po czym odwróciłam się do niego z uśmiechem ale on miał oczy zwrócone w stonę przedniej szyby, ale zauważyłam mały uśmiech na jego malinowych wargach.
-A dlaczego niby masz mnie zabijać?
-Nie wiem to był twój pomysł.
-Ha ha ha bardzo smieszne. Ale naprawdę Summi co się dzieje? Wiesz że się tylko martwię.
-Tak wiem, poprostu to wszystko jest dla mnie inne. Wiesz te drogie ciuchy, auta, ochrona, kucharki to jest inne i nadal nie mogę się z tym oswoić.
-Wiem że to dla ciebie zmiana ale wiesz że chciałem dla ciebie lepiej.- Powiedział po czym spojrzał na mnie, bo staliśmy na światłach.
-Tak wiem, i dziękuje ci za to co dla mnie robisz.-Odpowiedziałam z uśmiechem i po chwili poczułam jak samochód znowu się zatrzymuje tym razem nie na siwtłach ale pod firmą, Był to wielki oszklony budynek gdzię z przodu pisało ''Styles Shades Records''.
-No to jesteśmy na miejscu.- Powiedział po czym wyszedł i zaraz znalazł się przy moich drzwiach otwierając je.
-Dziękuję.- Posłałam w jego stronę niesmieły usmiech i odwruciłąm się w stronę firmy.
Tak to będzie długi dzień.
A/N: Hejoo ;* jak rozdział ? Dla mnie jest Taki sobie ale opinię zostawiam wam :)
I Postaowiłam 2 rzeczy :
1. Rozdziały będą się pojawiały co tydzień w weekend. Juhuu ;)
2. Dodam zakładkę okolica, więc tam znajdziecie jak wyglądają wszytskie pokoje w domy, auto Hazzy, biuro w srodku i na zewnątrz i nowe miejsca ;3
Do następnego ;333
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
bardzo fajny blog :) czekam na dalsze wydarzenia
OdpowiedzUsuńboski ! Dawaj dalej cipko <3
OdpowiedzUsuń